logowanie | rejestracja

Byłem kibolem… (Bogdan)

Byłem kibolem… (Bogdan)

Jestem żonaty, mam czwórkę dzieci. Od urodzenia mieszkam w Bielsku-Białej. Pochodzę z tzw. rodziny patologicznej. Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałem 3 lata. W następnym związku mojej mamy było dużo alkoholu, pijackich awantur i tego typu rzeczy. Mając 13 lat chciałem odebrać sobie życie, ale nie starczyło mi odwagi. Wtedy postanowiłem zmienić coś w swoim życiu, ale mój pomysł na życie nie był dobry. Jako 13-latek zacząłem palić papierosy, rok później po raz pierwszy się upiłem. Gdy w wieku 15 lat poszedłem do zawodówki, zacząłem przebywać w środowisku „kiboli” naszego bielskiego klubu. Dużo piłem i dawałem upust agresji, która zbierała się we mnie od lat.

Były jednak momenty, gdy wracałem do domu i leżąc w łóżku, płakałem w poduszkę, bo mimo tego, że w swoim środowisku byłem bezpieczny i znałem całe miasto, to brakowało mi po prostu miłości. Mama nie brała mnie na kolana i nie mówiła, że mnie kocha, a ojciec odwiedzał mnie tylko z okazji jakiś większych wydarzeń w moim życiu.

Marzyłem o tym, że moja rodzina będzie wyglądać inaczej, że będzie się kochać i będzie szczęśliwa. Mając 19-lat poznałem swoją obecną i jedyną żonę. 2 lata później pobraliśmy się, urodziły się nam dzieci: pierwsze córka a rok później kolejne dwie córki. Jednak nie byłem szczęśliwy, zaczęła mnie denerwować moja odpowiedzialność, z którą sobie coraz mniej radziłem. Zacząłem myśleć o rozwodzie. Gdy uświadamiałem sobie, że chcę zrobić to, co zrobili moi rodzice, to zacząłem to zapijać. Z tego brały się coraz większe awantury, i coraz mniej sobie z tym radziłem.

Gdy miałem 24 lata przyszedł do mnie mój młodszy brat i zaprosił mnie na spotkanie modlitewne w środę do kościoła w Aleksandrowicach. Wystraszyłem się o niego, że wplątał się w jakąś sektę i postanowiłem pójść na to spotkanie, aby go uratować. Przyszedłem tam i to, co mnie spotkało było szokiem: ludzie witali mnie miło, byli uśmiechnięci. Myślałem, że tak było, bo mój brat ich poprosił, aby byli dla mnie mili i postanowiłem pójść za tydzień i zobaczyć jak będzie. Było dokładnie tak samo. Pierwszy raz spotkałem się ze środowiskiem, które mnie zaakceptowało takim, jakim jestem. Zastanowiło mnie to i zaciekawiło. Zacząłem pytać brata, o co chodzi w tym wszystkim. Usłyszałem o Panu Bogu, który tak bardzo mnie ukochał, że poświęcił swojego syna Jezusa Chrystusa, aby umarł za moje grzechy. Zapytałem też, co mam zrobić, aby mieć ten niesamowity pokój, który mają Ci ludzie na spotkaniach, na co brat odpowiedział mi, abym przepraszając za swoje grzechy przyjął Jezusa Chrystusa, jako swojego Pana i Zbawiciela. Gdy wracałem ze spotkania, pierwszy raz w życiu pomodliłem się i powiedziałem: „Boże, jeśli jesteś, mój brat ma rację a tamci ludzie są normalni, to przepraszam Cię za moje grzechy i proszę Cię abyś został moim Panem i Zbawicielem”. Poprosiłem Pana także o pomoc w nawróceniu mojej rodziny. Nic się generalnie nie stało, ale jednak, poczułem wielką ulgę i pokój w sercu.

Parę dni później mój szwagier zauważył, że nie używam wulgarnych słów, którymi posługiwałem się do tej pory. Agresja i nienawiści do ludzi zamieniły się w miłość. Doszło do mnie, że palenie papierosów nie jest mi do niczego potrzebne, a z alkoholu postanowiłem zrezygnować dożywotnio, modląc się przez ten post za każdego młodego człowieka, który w jakiś sposób ma problem z alkoholem – czy to przez swoją rodzinę czy też z innych powodów. Zastanawiałem się, czy kiedyś zobaczę owoce tego postu i doszło do mnie, że przynajmniej 5 osób: moja żona i czwórka dzieci, są wolne od alkoholu.

Jestem szczęśliwy, bo moje życie od ponad 15 lat jest po prostu piękne, nie wolne od kłopotów, ale piękne bo nie jestem sam. Jest taki fragment w Piśmie Świętym, w którym Jezus spotyka się z Samarytanką przy studni. Po tym spotkaniu Samarytanka pobiegła do wsi i powiadomiła mieszkańców, że spotkała Mesjasza, i to, co najbardziej mi się podobało w tej historii to było to, że po 2 dniach obecności Jezusa w tej miejscowości, mieszkańcy powiedzieli do Samarytanki, że nie muszą już wierzyć temu, co ona mówiła, bo sami spotkali Mesjasza. I to jest to, czym chcę się dzielić – spotkałem Mesjasza, ale modlę się o to, aby każdy mógł powiedzieć: nie muszę już tobie wierzyć, bo SAM SPOTKAŁEM MESJASZA!!!

Bogdan