logowanie | rejestracja

Czekałam na wyniki biopsji – rak czy nierak? (Klaudia)

Czekałam na wyniki biopsji – rak czy nierak? (Klaudia)

Na imię mam Klaudia, należę do grupy Terebint i chcę Wam powiedzieć o tym, jak Bóg – Tata – działa w moim życiu.

W mojej rodzinie Bóg zawsze się gdzieś przewijał, pojawiał, był. Moi rodzice poznali się na Oazie. Gdy byłam dzieckiem byłam blisko Boga, należałam do Dzieci Maryi w Katedrze, później krótko do Oazy.

W międzyczasie wszystko się pokiełbasiło. Mój ojciec zaczął pić. Zaczynało się dość niewinnie – jedno, dwa piwka po pracy… Cóż, gdyby kończyło się na tym byłoby to do zniesienia. A tak widziałam jak człowiek, którego kocham stacza się, a ja – dziecko – nic z tym nie mogę zrobić. Ojcu (bo nie potrafię nazwać go tatą, nie przechodzi mi to przez gardło) często odbija po alkoholu. Wtedy jakoś zawsze trafiał na mnie – wyżywał się psychicznie, wiele razy słyszałam mnóstwo słów pełnych nienawiści. Na dodatek trafiło to na mój kryzys w wierze, więc odeszłam od Boga, bo „po co mi Bóg, który pozwala na takie cierpienie i po co mi wiara, która mi nic nie daje?”. Nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi, więc trwałam w tym “gimboateizmie”, jednocześnie znosząc coraz gorzej słowa ojca. Wiele razy marzyłam o śmierci – uznałabym to wtedy wręcz za nagrodę. Separowałam się od ludzi, bo potwornie bałam się odrzucenia. Pewnego dnia usłyszałam od ojca, że już od lat powinnam nie żyć, i wtedy coś we mnie pękło. Siedziałam na przerwie w szkolnej łazience i wyłam jak zranione zwierzę. „Nikomu przecież o tym nie powiem. Teraz mnie lubią, ale gdy to usłyszą na pewno mnie odepchną” – myślałam. Najbliższe przyjaciółki dowiedziały się o tym zdarzeniu po trzech latach znajomości ze mną. I nie odepchnęły mnie, wręcz przeciwnie.

Później poszłam na studia. Znów przerabiałam ten ból i lęk przed odepchnięciem. Wtedy zaczęły się też moje kłopoty ze zdrowiem. Podejrzewano u mnie raka. A ja nadal trwałam w życiu bez Boga, bez jakiejkolwiek nadziei.

I zdarzył się pierwszy, mały cud. Bliskie mi osoby z roku zabrały mnie na wykład ojca Szustaka o miłości. Tamtego dnia pierwszy raz od kilku lat się modliłam. Słowa ojca Adama otworzyły we mnie jakąś furtkę dla Pana Boga. Zaczęłam się modlić po tym wykładzie i słuchać innych konferencji… Jednocześnie czekałam na wyniki biopsji – rak czy nierak. Błagałam Boga o zdrowie. I to był wielki CUD, bo okazało się że jestem zdrowa.

Powoli wracałam do Boga. W 2013 wybrałam się na rekolekcje wielkopostne w Katedrze. Trafiły idealnie. W dodatku widziałam ludzi, którzy żyją Bogiem, którzy są tak bardzo szczęśliwi. Chciałam tak jak oni. Ale za bardzo się bałam, po raz kolejny w moim życiu.

Pół roku wahałam się i biłam z myślami, czy iść na to całe UCO (Terebint), czy nie. W końcu we wrześniu poszłam. I to była najlepsza decyzja mojego życia. W październiku UCO organizowało wyjazd „Żyj na Maksa”. Pojechałam. Ba, nie mogłam się go doczekać. Była możliwość oddania Jezusowi życia. I, mimo, że było to dla mnie nieco dziwne, to bez wahania to zrobiłam. I była to najlepsza rzecz, jaka mnie spotkała w życiu i chyba najważniejszy dzień tegoż.

Niektóre zmiany pojawiły się natychmiast. Na przykład Bóg zabrał ode mnie przekleństwa, którymi rzucałam jak przecinkami. Przestałam się tak bać wszystkiego i wszystkich. Przestałam bać się odrzucenia. Bóg wlewa w moje życie tyle radości, że nie potrafię tego wyrazić. Dał mi siłę i odwagę. Mój ojciec nie przestał pić, są okresy lepsze i gorsze. Cieszę się tymi lepszymi. Uczę się wybaczać słabość mojemu ojcu. Jest to trudne, ale staram się każdego dnia.

Dodatkowo wiem, że są ludzie, którzy mnie kochają bezwarunkowo. Którzy poprawią mi dzień samym tym, że po prostu są. Od czasu kiedy jestem w Terebincie uczę się tego, że Bóg mnie kocha, że jest przy mnie w tym moim cierpieniu, że daje mi siłę by żyć, by cieszyć się każdą sekundą. Widzę łaski, które mi zsyła, widzę efekty moich modlitw. Przestałam być zamkniętą w sobie, zranioną dziewczynką, bo dla Boga jestem jego silną, wspaniałą, ukochaną Córeczką, którą wiecznie trzyma w swoich opiekuńczych ramionach.

Teraz już się nie boję, i tak pozwolę sobie zacytować „Razem wszystko naprawimy, już nie będzie wiecznej zimy” – z Bogiem wszystko się układa, wszystko jest możliwie najlepiej, nie ma tej zimy, pustki w moim sercu. Jest Boża Radość, która mnie wypełnia.

Dziękuję Bogu za to, że postawił na mojej drodze wspaniałych ludzi, którzy pomogli mi odnaleźć właściwą drogę, za to, że tak, a nie inaczej poprowadził moje życie.

Klaudia