logowanie | rejestracja

Bóg dokonał rewolucji w moim życiu! (ks.Ryszard)

Bóg dokonał rewolucji w moim życiu! (ks.Ryszard)

Pierwsze doświadczenie Boga:

Urodziłem się w rodzinie katolickiej. Od początku, od kiedy pamiętam wiara była dla mnie czymś ważnym. Codzienna modlitwa, coniedzielna Msza Święta, nauka religii i troska o przestrzeganie przykazań były dla mnie czymś normalnym. Jednak wydaje mi się, że na początku moją wiarę ograniczałem do wymiaru moralnego.  Nigdy nie piłem, nie paliłem, nie przeklinałem i wydawało się, że z moją wiarą wszystko jest jak należy.

Miałem też swoje plany na życie, chciałem studiować biologię, znaleźć pracę, założyć rodzinę. Niestety (albo raczej na szczęście) nie udało mi się zdać egzaminów wstępnych na studia, postanowiłem spróbować kolejny raz za 2 lata, a w międzyczasie rozpocząłem naukę w dwuletnim studium medycznym. W drugim roku nauki miałem praktykę pielęgniarską w szpitalu na oddziale neurologii. Wśród pacjentów była pewna sparaliżowana kobieta. Można powiedzieć, że biło od niej niesamowite dobro. Bardzo chciałem jej pomóc, ale widziałem tylko ludzką bezsilność – lekarzy, rodziny i moją. Gdy pewnego razu stałem nad jej łóżkiem zadałem sobie w duchu pytanie: Jak ja jej mogę pomóc? Wtedy pierwszy raz w życiu bardzo głośno, wyraźnie, w sposób wprost fizyczny usłyszałem głos Boga. Były to cztery proste słowa: „We Mnie jest nadzieja”. Tym słowom nie towarzyszyło nic specjalnego, ale były tak pełne mocy, że od razu miałem wewnętrzną pewność, że pochodzą od Boga. Były tak potężne, że dokonały rewolucji w moim życiu, w moich planach. Postanowiłem zostawić ukochaną biologię i zostać księdzem. Postanowiłem służyć tej nadziei, którą tylko Bóg może dać człowiekowi.

Najwspanialsze doświadczenie:

Po zdobyciu dyplomu pielęgniarskiego rozpocząłem formację w Krakowskim Seminarium Duchownym. Gdy ukończyłem czwarty rok formacji podczas wakacji przyjechałem do Bielska- Białej odwiedzić moich kuzynów. To, co się wtedy stało, było dla mnie szokiem. Otóż moi kuznyni – ci młodzi ludzie, którzy życie wcześniej prowadzili delikatnie mówiąc światowe życie, zaczęli mi mówić o Bogu. Mówili o Nim w taki sposób, jakby wczoraj spotkali Go na ulicy. Bardzo mnie to zaintrygowało i postanowiłem odpowiedzieć na ich zaproszenie na spotkanie modlitewne prowadzone przez wspólnotę Miasto na Górze. Po tej pierwszej wizycie powiedziałem sobie, że na pewno nigdy więcej na takim spotkaniu się nie pojawię. Charyzmatyczna forma modlitwy zupełnie nie pasowała do mojego charakteru i seminaryjnej formacji. Jednak Bóg ma swoje drogi. W te same wakacje ponownie odwiedziłem kuzynów. Ponownie było to w środę. Ponownie dałem się im namówić na udział w spotkaniu modlitewnym. Wtedy coś zaczęło we mnie pękać. Po powrocie do Seminarium w moje ręce trafiła książka „Jezus żyje!”, jej lektura dała mi dużo do myślenia. Podczas czytania Pisma Świętego Bóg zaczął do mnie przemawiać. Szczególnie poruszyły mnie następujące fragmenty:

A wiedz o tym, że w dniach ostatnich (…) będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzeknąsię jej mocy (2 Tm 3, 1.5) i:

Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby, co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie. (Mk 16,17-18).

Zacząłem się zastanawiać nad tym, jaka jest moja wiara. Nie chciałem żyć tylko pozorami pobożności. Zacząłem pogłębiać swą wiedzę o Duchu Świętym, o Odnowie Charyzmatycznej. I tak trwało to aż do przyjęcia święceń kapłańskich. Tydzień po otrzymaniu święceń pojechałem na nocne czuwanie modlitewne prowadzone przez wspólnotę Miasto na Górze. Na zakończenie czuwania wraz z drugim kapłanem celebrowaliśmy Mszę Świętą. W jej trakcie mówiłem kazanie o prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii. Po przeistoczeniu ten drugi kapłan zachęcił zgromadzonych w kościele, aby oddali chwałę Jezusowi, który do nas przyszedł. Wszyscy zaczęli w spontanicznej modlitwie oddawać chwałę Zbawicielowi. Ja jeszcze wtedy nie potrafiłem się tak modlić. Pomyślałem jednak, że to przecież ja mówiłem przed chwilą tym ludziom o obecności Jezusa w Eucharystii i oni teraz do Niego mówią, cieszą się Jego obecnością, a ja nie. Zrobiło mi się głupio. Postanowiłem otworzyć usta i włączyć się w modlitwę uwielbienia. Po paru zdaniach stało się coś wspaniałego. Poczułem, jak przez całe moje ciało począwszy od głowy zaczyna przepływać niesamowite ciepło. Następnie, tak jakby olbrzymia ręką chwyciła mnie za prawą stronę ciała i poczułem, że Ktoś, że Bóg przytula mnie do siebie. Poczułem się wtedy tak niesamowicie chciany i kochany, że z radości, która towarzyszyła tym odczuciom zacząłem śpiewać. Nie była to żadna znana mi pieśń . Była to moja osobista pieśń uwielbienia. Było to najwspanialsze doświadczenie mojego życia. To przeżycie upewniło mnie, że Bóg żyje, że jest miłością, że jest obecny w Eucharystii.

Doświadczenia bogactwa wiary

Od tamtego dnia wiele zmieniło się w mojej wierze. Zrozumiałem, że wiara, to nie tyle to, co ja chcę zrobić dla Boga, ile to, co Bóg chce zrobić we mnie i przeze mnie. Bóg pozwolał mi doświadczać bogactwa wiary i pomógł mi otwierać się na charyzmaty. Jednym z nich był charyzmat proroctwa. Szczególne doświadczenie tego daru miałem podczas rekolekcji dla osób odpowiedzialnych za wspólnoty przymierza zorganizowanych przez Miecz Ducha(the Sword of the Spirit) okazało się, że proroctwo, które przekazałem było identyczne w treści i sposobie otrzymania z proroctwem, które 25 lat wcześniej otrzymały wspólnoty w Salwadorze, a którego ja wcześniej nie znałem. Doświadczyłem także działania daru uzdrawiania czy charyzmatu poznania. Dwa lata po chrzcie w Duchu Świętym otrzymałem dar języków. Wcześniej bardzo chciałem modlić się tym darem, ale jakoś go nie otrzymywałem. W końcu pewnego dnia przed modlitwą wieczorną przeczytałem bardzo prostą radę: chcesz otrzymać dar języków, to uwierz, że Bóg jest, poproś Go o ten dar i zacznij się modlić. Wieczorem uklęknąłem do modlitwy i zwróciłem się do Boga: Boże, Ty wiesz, że w Ciebie wierzę. Udziel mi daru języków. I zacząłem się modlić. Nagle podczas modlitwy coś stało się z moim gardłem i zaczęły z niego płynąć jakieś nieznane mi sylaby. Poddałem się temu. Od tamtej chwili mogę ubogacać swoją modlitwę także przez modlitwę językami.

Trudne doświadczenia

Bóg pozwala mi doświadczać bogactwa i mocy wiary, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że teraz moje życie jest proste i spokojne. Wciąż są chwile trudne. Wciąż doświadczam walk i przeciwności. Wciąż są chwile, gdy pytam Boga: Dlaczego? Wciąż muszę sobie przypominać, że przez wiele ucisków trzeba nam wejść do Królestwa Bożego. A pośród tego wszystkiego Bóg uczy mnie, jak ważne jest na drogach wiary także doświadczenie krzyża, jak ważna jest na drogach wiary pokora. Bóg wciąż uczy mnie, jak ważne jest to, aby Mu zaufać i trwać w Jego miłości nie tylko w chwilach radości i doświadczania Jego mocy, ale także w chwilach trudnych i bolesnych doświadczeń.

Ks.Ryszard