logowanie | rejestracja

Bóg spełnia marzenia (Dorota)

Bóg spełnia marzenia (Dorota)

Jak Bóg spełnia marzenia

Jako dziecko marzyłam, żeby w przyszłości założyć rodzinę. Jednak szereg zdarzeń sprawił, że nie wierzyłam, że mogę być dobrą żoną. Pamiętam, że w wieku 17 lat postanowiłam, że nigdy nie wyjdę za mąż. Dopiero, gdy wyjechałam na studia i we wspólnocie chrześcijan spotkałam małżonków, którzy mimo ponad 15 letniego stażu byli szczęśliwi, uwierzyłam, że jest to możliwe. Wiedziałam, że mój przyszły mąż musi spełniać jeden warunek – musi oddać życie Jezusowi i mieć z Nim żywą relację – resztę cech można pokochać. Dobry Bóg pobłogosławił mi i dał mi najwspanialszego męża na świecie. Często zastanawiam się, jak bardzo wspaniały i cudowny jest Bóg, skoro przecież mój mąż, jest tylko Jego stworzeniem!

Pamiętam też, że od dzieciństwa miałam marzenie, żeby wyjechać na misje. Jednak wyraźnie widziałam, że Bóg nie powołuje mnie do życia zakonnego. W dniu zaręczyn z Krzysiem powiedziałam mu o tym marzeniu i okazało się, że mój przyszły mąż, też miał gdzieś pragnienie w sercu, żeby pracować w wyłącznej służbie Bogu. Tak więc zauważyliśmy, że skoro Bóg połączył nas razem, to może chce, byśmy razem wyjechali na misje. Zaczęliśmy pytać się o to Pana i szukać możliwości wyjazdu.

W Kościele Katolickim, w którym jesteśmy, było to trudne. W tamtych czasach świeccy wyjeżdżali z ramienia różnych wspólnot misyjnych, a my nie byliśmy w żadnej takiej. Dowiedzieliśmy się, że jeśli sobie sami znajdziemy misjonarza, który nas przyjmie na swoją placówkę, to Centrum Formacji Misyjnej zajmie się wszystkimi formalnościami związanymi z wyjazdem misyjnym, tak jak to robią dla setek księży diecezjalnych. Więc zaczęliśmy się modlić, aby jeśli Bóg chce, to żeby wskazał nam takie miejsce i takiego księdza.

Był to czas końcówki studiów, pisania pracy magisterskiej, przygotowań do ślubu i silnego zaangażowania w chrześcijańskiej wspólnocie studenckiej. Wszyscy nasi znajomi ze studiów, a studiowaliśmy na AE w Poznaniu, rozglądali się za jakąś dobrą pracą, a my wysyłaliśmy maile i szukaliśmy misjonarza, który by nas chciał przyjąć. Daliśmy Bogu na odpowiedź czas do Gwiazdki.

Pamiętam, że gdy po powrocie ze Wszystkich Świętych sprawdziliśmy maila, to była tam wiadomość od księdza biskupa Kazachstanu Tomasza Pety. Pisał, że w tych dniach jest w Europie i że będzie również jeden dzień w Polsce, a 3 listopada od 15 do 17 w Poznaniu będzie odprawiał Mszę i że chętnie się z nami spotka. Było właśnie po 14, więc mieliśmy prawie godzinę, by przejechać przez cały Poznań. Ksiądz Biskup, gdy wysłuchał, kim jesteśmy, spytał się, czy mamy jakiś plan ewangelizacji Kazachstanu. Gdy odpowiedzieliśmy, że nie, to powiedział, że będzie się o nas modlił. Jeszcze w grudniu przed świętami otrzymaliśmy wiadomość od księdza Lucjana z Ekibastuz w Kazachstanie, że gdy będzie w Polsce na urlopie w styczniu, to się może z nami spotkać. Gdy się spotkaliśmy, powiedział, że dobrze było by gdyby, choć jedno z nas grało na gitarze.

Nie wiem, jak Bóg to zrobił, ale w marcu obroniliśmy nasze prace magisterskiej, 6 kwietnia mielimy ślub, a 27 kwietnia otrzymaliśmy krzyże misyjne z ręki Biskupa Kowalczyka, jako pierwsze w Polsce małżeństwo wyjeżdżające na misje z ramienia Episkopatu Polski. Bóg sprawił, że Krzyś nauczył się grać na gitarze w ciągu kilku tygodni i w lipcu wyjechaliśmy na 2 lata do Kazachstanu, aby służyć Bogu 24 godz. na dobę.

Jedna rzecz jeszcze nas niepokoiła. Ekibastuz, miasto gdzie mieliśmy przebywać, leżał blisko pustyni, gdzie Rosjanie przez wiele lat robili próby nuklearne i bałam się, że napromieniowanie mogłoby źle wpływać na zdrowie naszych przyszłych dzieci. Pamiętam, jak na tydzień przed wyjazdem, uczestniczyliśmy w rekolekcjach biblijnych i tam podczas ostatniej Mszy świętej usłyszałam słowa z Ewangelii wg św. Marka: „Choćby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić.” Wiedziałam, że to Bóg mówi właśnie do mnie. Okazało się również, że gdy przyjechaliśmy do Ekibastuz, nie mogliśmy tam zostać, gdyż kazachstańskie władze zwlekały z wydaniem stosownych pozwoleń. Ostatecznie służyliśmy w dwóch miejscowościach ponad 1000 km od tego miejsca. Później dowiedzieliśmy się, że napromieniowanie jest wysokie w całym Kazachstanie. Wynika to ze składu gleby, która zawiera dziwne pierwiastki, ale to napromieniowanie nie jest szkodliwe dla człowieka.

Dziękuję Dobremu Bogu, że spełnił moje marzenia wyjazdu na misje i stworzenia szczęśliwego małżeństwa. Najbardziej dziękuję Mu, że połączył obie te rzeczy w jedno, w sposób tak niezwykły, jak nikt z ludzi tego by wymyślić nie zdołał.

Dorota