logowanie | rejestracja

Kiedy pojawiły się nasze dzieci, cała trójka razem z nami uczestniczyła w spotkaniach, rekolekcjach i wyjazdach wspólnotowych… (Zuza i Marek)

Kiedy pojawiły się nasze dzieci, cała trójka razem z nami uczestniczyła w spotkaniach, rekolekcjach i wyjazdach wspólnotowych… (Zuza i Marek)

Od 1987 roku jesteśmy szczęśliwym małżeństwem oraz członkami wspólnoty, w której służymy grając w diakonii muzycznej i będąc animatorami. Obydwoje pochodzimy z tradycyjnych katolickich rodzin, w których nasi rodzice zadbali o nasze przygotowanie i przyjęcie sakramentów oraz nauczyli podstaw wiary. W bliską relację z Jezusem weszliśmy dopiero w małżeństwie. Dołączyliśmy do grupy modlitewnej, która miała swoje spotkania (wtedy jeszcze) w kaplicy na osiedlu Złote Łany w Bielsku-Białej. Razem ze wspólnotą przeszliśmy okresy formacyjne, zmiany, zakręty, chwile dobre i złe.

Pierwsza trudna dla nas próba, przyszła w momencie, kiedy Marek uczestniczył w wielu spotkaniach, służąc w diakoniach muzycznych, a Zuza wychowywała dzieci. Powodowało to trudności w relacjach (żona: dom i dzieci, a mąż: od spotkania do spotkania). Dzięki modlitwie, mądrości naszego animatora oraz pomocy o. Joachima Badeniego OP zrewidowaliśmy nasze stanowiska i poukładaliśmy nasze obowiązki w dobrych proporcjach, aby każde z nas mogło wzrastać, ale nie kosztem rodziny.

Kiedy zawieraliśmy nasze małżeństwo, praca Marka wiązała się z częstymi i długimi wyjazdami na zagraniczne kontrakty. Nie sprzyjało to dobrym relacjom z dziećmi, co było aż nadto widoczne, zwłaszcza po powrotach Marka do domu. Stanęliśmy przed trudną decyzją. Z pomocą Bożą wybraliśmy rodzinę jako priorytet. W 1991 roku Marek zakończył okres wyjazdów za granicę. Wiązało się to z pogorszeniem naszej sytuacji finansowej, bezrobociem, tułaczką po różnych miejscach pracy, ale i w tej sytuacji Pan Bóg znalazł wyjście i  przygotował dla nas godną pracę zgodną z naszym wykształceniem, a naszą rodzinę umocnił. Podjęcie trudnej decyzji w łączności z Jezusem przyniosło dobre owoce dla nas wszystkich, nasze modlitwy zostały wysłuchane.

Kiedy kolejno pojawiały się nasze dzieci, cała trójka razem z nami uczestniczyła w spotkaniach, rekolekcjach i wyjazdach wspólnotowych. Przez te wszystkie lata wspólnie z naszymi dziećmi aktywnie uczestniczyliśmy w życiu wspólnoty. Nasze dzieci brały udział w formacjach dziecięcych i młodzieżowych przygotowywanych przez wspólnotę. Gdy rozwinęły swoje talenty muzyczne zaczęły wspomagać (i nadal wspomagają) diakonię muzyczną, uczestniczyły w licznych występach na rzecz wspólnoty, utożsamiając się z nią, traktując „ciocie” i „wujków” ze wspólnoty, jako najbliższą rodzinę.

Olbrzymią rolę w kształtowaniu nas, jako rodziny i członków wspólnoty odegrała nasza pierwsza grupa domowa i jej animator – Jarek. Mimo, że minęło już wiele lat i różnie potoczyły się losy jej członków, to do dziś tworzymy grupę przyjaciół wzajemnie się szanujących i kochających.

Kolejnym bardzo trudnym doświadczeniem w naszym życiu była wiadomość o chorobie Zuzy (rak tarczycy). Zuza przeszła szereg operacji i długotrwałe leczenie. Dzięki wspólnotowej modlitwie i naszym wzajemnym wspieraniu się w tym trudnym okresie, Pan Bóg przeprowadził nas przez te doświadczenie dając zdrowie. Ta choroba jeszcze bardziej nas scaliła, jako małżeństwo i rodzinę. Wiadomość o ciężkiej chorobie jest taką czerwoną lampką, kiedy człowiek uświadamia sobie jak kruche jest ludzkie życie. Dopuszczając to trudne doświadczenie, Pan Bóg wyprowadził z niego dobro. Pokazał nam jak cenną wartością jest wspólnota, jej modlitwa i wsparcie. Dziś, kiedy nasze dzieci są dorosłe i rozjechały się po kraju, studiując i pracując, wciąż utrzymujemy z nimi bardzo dobre relacje i wierzymy, że Dobry Bóg, tak jak nas, je również przeprowadzi przez różne decyzje, które będą musiały podjąć wchodząc w dorosłe życie. Jesteśmy szczęśliwą rodziną dzięki Jezusowi, który nam towarzyszy i prowadzi oraz dzięki braciom i siostrom ze wspólnoty, której jesteśmy cząstką.

Naszym mottem jest: „Nie kładziemy się spać bez wzajemnego przebaczenia i wspólnej modlitwy”

~Zuza i Marek