logowanie | rejestracja

Ogarniały mnie coraz większe wątpliwości, czy nasza religia to jest tylko mit…? Czy to nie jest jakaś „ściema”? (Jerzy)

Ogarniały mnie coraz większe wątpliwości, czy nasza religia to jest tylko mit…? Czy to nie jest jakaś „ściema”? (Jerzy)

Mam 45 lata. Jestem żonaty od 20 lat. Mamy dwóch synów w wieku 11 i 13 lat. Prowadzę własną firmę o profilu handlowo-usługowo-szkoleniowym. Wraz z małżonką jesteśmy aktywnymi członkami wspólnoty „Miasto na Górze” w Bielsku-Białej. Pochodzę z tradycyjnej, katolickiej rodziny.

Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej, byłem bardzo religijny. Byłem ministrantem a potem lektorem, aktywnie uczestniczyłem w „Grupie Apostolskiej Młodzieży” przy parafii oraz brałem udział w pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę. Kiedy poszedłem do szkoły średniej, zmieniłem w sposób naturalny środowisko znajomych osób. Rozpoczął się dla mnie wówczas nowy okres życia a zarazem wystąpiła u mnie bardzo mocna potrzeba poszukiwania odpowiedzi na pytanie, o co tak naprawdę chodzi w tej naszej religii katolickiej? Nadal brałem udział w aktywnościach przy parafii, lecz coraz bardziej zastanawiałem, po co to robię i o co tu chodzi?

W lipcu 1987 r. po zakończeniu roku szkolnego i spotkań młodzieżowych przy parafii, wyjechaliśmy z grupą młodzieży i księdzem opiekunem na wakacyjny obóz do Zakopanego. Byłem wtedy po pierwszej klasie szkoły średniej. Dręczyło mnie wówczas pytanie, dlaczego to, co czytamy w Dziejach Apostolskich przestało działać i nie jest spotykane obecnie. To pytanie pojawiło się podczas lektury Pisma Świętego, które w ramach formacji przerabialiśmy na naszych spotkaniach młodzieżowych przy parafii. Doskonale znałem wtedy aktywności i działania religijne, ale w żaden sposób nie przypominało mi to klimatu Dziejów Apostolskich. Ogarniało mnie coraz większe przekonanie, że nasza religia to niestety mit, podobnie jak inne mitologiczne wydarzenia, że być może kiedyś to wszystko działało, ale teraz już nie działa, i czy aby na pewno nie jest to wszystko wymyślone? Czy to nie jest jakaś „ściema”?

Podczas wspomnianego wyjazdu, dwa wydarzenia wywarły na mnie tak duże wrażenie, że do dzisiejszego dnia odczuwam ich skutki. Pierwsze z nich to obejrzenie filmu pt. „Krzyż i Sztylet”, który opowiada o historii współczesnego amerykańskiego gangstera, który się nawraca i poddaje swoje życie Jezusowi Chrystusowi, a to doświadczenie zmienia całe jego życie. Jeszcze wtedy nie byłem świadomy, że ta historia jest prawdziwa, ale 3 miesiące później miałem okazję spotkać głównego bohatera na spotkaniu w Katowicach, gdzie opowiadał na żywo swoje świadectwo nawrócenia. Drugie wydarzenie miało miejsce podczas naszych wędrówek górskich. Mieliśmy wyznaczony czas (ok. 1 h) na modlitwę. Nie mogliśmy wtedy rozmawiać ze sobą nawzajem, starając się prowadzić rozmowę wyłącznie z Bogiem. Wtedy po raz pierwszy miałem doświadczenie normalnej rozmowy z Panem Bogiem i nawiązała się między nami relacja.

Oba te wydarzenia spowodowały w moim myśleniu niezwykłą zmianę. Znalazłem sens mojej wiary. Zrozumiałem, że Bóg nie chce abym był religijny, ale abym prawdziwie w Niego wierzył. Chce abym żył pełnią wiary we wszystkich obszarach mojego życia, a On sam stał się moim Panem i życiowym celem. Przywiozłem to doświadczenie z obozu do domu, ale wciąż miałem wątpliwość, jak z tym nietypowym myśleniem mam żyć? Przecież nie znam nikogo, kto doświadczyłby czegoś podobnego. Miałem nawet podejrzenie, że być może coś z moją psychiką jest nie tak… Po kilku dniach, wspomniany ksiądz zaproponował mi, że zawiezie mnie w jedno miejsce, ponieważ chce mi coś pokazać. Wsiedliśmy w samochód i wylądowaliśmy w salkach parafii na Złotych Łanach w Bielsku-Białej. Weszliśmy do jednej z nich, gdzie odbywało się właśnie spotkanie modlitewne wspólnoty, o której nigdy wcześniej nic nie słyszałem.

Kiedy wszedłem znalazłem odpowiedź na moje pytanie. Bóg pokazał mi: tutaj są Dzieje Apostolskie, których szukałeś i Ty też możesz nimi żyć we współczesnym świecie. Do ciebie należy wybór.

I tak już zostałem w Mieście na Górze. O tego czasu, już wszędzie chodzę w duchowej obecności Boga. Bóg jest w mojej pracy, rodzinie, domu, w moich myślach. Mogę codziennie się z nim spotykać na modlitwie. Czuję się wolny w Nim. Kiedyś nie miałem pomysłu na to jak poradzić sobie z moimi grzechami, wadami. Teraz Bóg daje mi łaskę wzrostu i rozwoju oraz siłę do przemiany złego postępowania. Ciągle odkrywam Jego działanie w przeróżnych sytuacjach. Odnalazłem w powiązaniu z Nim sens i cel mojego istnienia. Niech będzie Ci Panie Jezu chwała i cześć i dziękczynienie, że za mnie umarłeś i dałeś mi łaskę poznania się z Ojcem w Duchu Świętym. Amen.

~Jerzy