logowanie | rejestracja

Pan Bóg zachęcał mnie do pracy – do służby. Nie rozumiałem tych słów, nie wiedziałem, o jaką pracę chodzi. Parę miesięcy później okazało się, że Bóg posyła mnie do służby wśród najmłodszych – do dzieci. (Tomek)

Pan Bóg zachęcał mnie do pracy – do służby. Nie rozumiałem tych słów, nie wiedziałem, o jaką pracę chodzi. Parę miesięcy później okazało się, że Bóg posyła mnie do służby wśród najmłodszych – do dzieci. (Tomek)

Mam 40 lat, jestem szczęśliwym mężem a także ojcem 6 dzieci – wraz z żoną prowadzimy placówkę opiekuńczą tzw. rodzinny dom dziecka, czyli jestem ojcem „na etacie” – zajmuję się wychowywaniem dzieci.

Chciałbym opowiedzieć o dobroci Pana Boga, której zaznałem i zaznaję każdego dnia. Wychowałem się w rodzinie katolickiej. Bardzo ważnym wydarzeniem w moim dzieciństwie, które miało wpływ na dalsze moje życie, była śmierć mojego taty. Miałem wtedy 9 lat. Świat mi się zawalił, zacząłem bać się tego, co będzie dalej. Pamiętam ze swego dzieciństwa, że słabo się uczyłem, narastała we mnie bezradność, frustracja, bezsilność… W swej młodości zacząłem oddalać się od Boga, nie rozumiałem Go, nie znałem, mimo że chodziłem do kościoła i na katechezę. Był to okres w moim życiu, kiedy muzyka była dla mnie wszystkim – całym życiem. Muzyka której słuchałem, wypełniała pewną pustkę w moim sercu, goiła różne rany, zaspakajała różne potrzeby. Razem z grupą przyjaciół jeździliśmy na różne koncerty, festiwale. Pojawiały się wtedy pierwsze papierosy, alkohol, narkotyki.

Któregoś listopadowego dnia na początku lat 90-tych, w swoim mieście spotkałem dawnego kolegę, który zaprosił mnie do siebie. Długo rozmawialiśmy, opowiedział mi o Jezusie Chrystusie, o Jego cudownym zmartwychwstaniu. Ważne zdanie, które zapamiętałem z tej rozmowy, dotyczyło tego, że Bóg mnie kocha, że On ma plan dla mnie. Kolega zaprosił mnie na spotkanie modlitewne do kościoła w Aleksandrowicach. Tam po raz pierwszy w życiu zobaczyłem radosnych ludzi, którzy bardzo serdecznie mnie przywitali i w bardzo prosty sposób dziękowali Bogu za różne rzeczy. Dobrze się tam czułem. Na jednym ze spotkań usłyszałem, że aby doświadczać obecności Boga w moim życiu, muszę Go o to poprosić, muszę zaprosić Go do swojego serca. Pamiętam swoją pierwszą rozmowę z Bogiem – modlitwę, modliłem się późno w nocy, schowałem się pod kołdrę i zaprosiłem Jezusa do swojego serca. Poprosiłem Go, by mi pomógł, by pokazał mi, co mam w życiu robić, oddałem Jemu swoje życie.

Moje życie zaczęło się powoli zmieniać, przestałem pić alkohol, przestałem palić, odrzuciłem też wiele innych rzeczy, które wtedy były ważniejsze w moim życiu od Boga, zacząłem regularnie czytać Pismo Święte. Ważnym wydarzeniem, które wpłynęło na moje życie z Bogiem, był pobyt na kilkudniowym spotkaniu dla chrześcijan. Słuchałem tam wielu konferencji, bardzo cennych dla mnie. W swoim notatniku, pod datą 15 lipiec 1993r. zapisałem, iż w tym dniu Pan zachęcił mnie do pracy – do służby. Nie rozumiałem tych słów, nie wiedziałem, o co chodzi. Parę miesięcy później okazało się, że Bóg posyła mnie do służby wśród najmłodszych – do dzieci. Miałem okazje stawać przed dziećmi i z nimi dzielić się Ewangelią. Przychodziłem na spotkania naszej wspólnoty w Domu Kultury w Kamienicy, tam uczyłem się, jak pracować z dziećmi, potem razem z innymi osobami uczyliśmy dzieci Słowa Bożego, opowiadaliśmy im historie biblijne, uczyliśmy dzieci wersetów Biblijnych na pamięć. W tym okresie udało mi się zaliczyć wiele kursów i szkoleń dotyczących pracy z dziećmi. Wiedza, którą zdobyłem okazała się bardzo pomocna w dalszej służbie dla dzieci.

Przez wiele lat razem z przyjaciółmi – z braćmi i siostrami ze wspólnoty – mówiłem dzieciom w różnych miejscach o Ewangelii, o miłości naszego Boga, dzieliłem się z nimi Słowem Bożym. Mogłem wielokrotnie zobaczyć dzieci, które oddawały swoje życie Jezusowi…

Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. (Mt 18,3)

Te słowa Jezusa wziąłem sobie bardzo poważnie do swego serca. Fragment ten zachęcił mnie i moją żonę Dorotę do zabrania z Domów Dziecka kilku dzieci i stworzenia im razem z naszymi biologicznymi dziećmi, wspólnego domu. Sprzedaliśmy nasze mieszkanie i kupiliśmy starszy dom na wsi, który dzięki wsparciu wielu osób udało się wyremontować. Dzięki Jego łasce dziś mogę tworzyć dom oparty na miłości.

Tak naprawdę każdego dnia uczę się miłości, tej bezinteresownej, tej za którą niewiele otrzymujemy od ludzi. Dziękuję Panu Bogu, że mnie odnalazł, że parę lat temu mogłem Go poznać na nowo i zaprosić do swojego serca. To On obdarza mnie wieloma darami, pomaga mi, daje mi siłę, czuję i wiem o tym, że On mnie kocha i jest dla mnie prawdziwym Ojcem.
Amen.

~Tomek