logowanie | rejestracja

Po całym dniu przebywania z dziećmi byłam przemęczona i całą swoją złość wylewałam na męża. Dochodziło do częstych kłótni. Ta sytuacja była bardzo uciążliwa i wydawała się nie do rozwiązania. (Teresa)

Po całym dniu przebywania z dziećmi byłam przemęczona i całą swoją złość wylewałam na męża. Dochodziło do częstych kłótni. Ta sytuacja była bardzo uciążliwa i wydawała się nie do rozwiązania. (Teresa)

Po moim nawróceniu Pismo Święte stało się moim przewodnikiem. Odkrywałam ile mądrości jest w Słowie Bożym. Uczyłam się nowego życia. W tamtym czasie przebywałam na urlopie wychowawczym, a mąż pracował na dwa etaty, aby nam wystarczyło na życie. Po całym dniu przebywania z dziećmi byłam przemęczona i całą swoją złość wylewałam na męża. Dochodziło do częstych kłótni. Ta sytuacja była bardzo uciążliwa, wydawała się nie do rozwiązania.

Jednak Bóg przyszedł mi z pomocą. Przypomniałam sobie, że w sakramencie małżeństwa otrzymaliśmy od Chrystusa łaskę przeznaczoną dla udoskonalania naszej miłości, pomagania w znoszeniu trudów małżeństwa, wzajemnego szacunku i oddania. Uświadomiłam sobie, że my w naszym małżeństwie w ogóle z niej nie korzystamy. Zaczęłam się modlić, aby Bóg pomógł nam korzystać z tej łaski i Pan Bóg odpowiedział na moja modlitwę.

Pierwszą rzeczą, którą, odkryłam był fakt, że przemianę muszę zacząć od siebie. Rozmawiając o tym z Bogiem na modlitwie zrozumiałam, że nie mogę mieć ciągłych pretensji do męża i to już w dużym stopniu pozwoliło mi się zmieniać, wyciszyć emocje. Ogromną rolę w podejściu do małżeństwa odegrały nauczania organizowane we wspólnocie, szczególnie kwestie różnic między mężczyznami i kobietami, co przyczyniło się do zrozumienia postępowania mojego męża i mężczyzn w ogóle. Był to kolejny krok do odbudowywania naszych relacji w małżeństwie.

Któregoś dnia podczas czytania Pisma Świętego zwróciłam uwagę na słowa zawarte w Liście do Efezjan, w rozdziale 4: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce„. Wówczas ciężko mi jeszcze było wybaczać mężowi, jeśli mnie zranił. Przez te słowa Bóg wyraźnie mi pokazał, że tak nie może być i od tego dnia nie kładę się spać nie pojednawszy się z mężem, jeśli coś niedobrego się wydarzyło miedzy nami. Z biegiem lat nauczyliśmy się od razu siebie przepraszać.

Jak pisałam wcześniej, przyczyna moich złych relacji z mężem było moje zmęczenie ciągłym przebywaniem z dziećmi (nie miałam nikogo do pomocy), które bardzo angażują… Ustaliliśmy z mężem, że dwa razy w tygodniu on wraca wcześniej do domu a ja wychodzę. Potem dzieci poszły do przedszkola a ja do pracy. Ogromną rolę w budowaniu dobrych relacji w naszym w naszym małżeństwie odegrał fakt, że mój mąż był również człowiekiem nawróconym i ze swej strony również podejmował różne działania w tym zakresie.

Po wysłuchaniu kolejnego nauczania dla małżeństw postanowiliśmy, że popracujemy nad tym, aby całkowicie wyeliminować kłótnie.  Panuje przekonanie, że to niemożliwe żeby małżeństwo się nie kłóciło. Nam się to udało. Przyjęliśmy następującą taktykę: jeśli mąż wraca z pracy zły i przenosi te emocje do domu, to ja pozwalam mu się wyładować, nic nie mówiąc i nie podejmując kłótni; a kiedy ja mam gorszy czas, to on to przeczekuje milcząc. W takiej sytuacji zdenerwowana strona przypomina sobie o naszej umowie, że się nie kłócimy. Takie ćwiczenia przyniosły wspaniały rezultat. Przestaliśmy się kłócić w ogóle. Przebywając w obecności Pana na modlitwie, nabożeństwach, spotkaniach, czerpaliśmy z Jego Miłości, którą rozlewał w naszych sercach i przenosiliśmy ją na siebie nawzajem. Nasza miłość małżeńska stawała się głębsza i dojrzalsza.

W takich warunkach wychowywali się nasi dwaj synowie, którzy w wieku 4 i 5 lat rozpoczęli z nami swoje życie we wspólnocie. Zabieraliśmy ich wszędzie ze sobą, na wyjazdy wspólnotowe, rekolekcje, spotkania niedzielne, a oni się nigdy przeciw temu nie buntowali. Dorastali w środowisku chrześcijańskim. W takim środowisku upłynęła im młodość – wyjazdy, zabawy, imprezy. Obserwując ich w wieku młodzieńczym widzieliśmy, że mają dobrze ukształtowany kręgosłup moralny. I ufaliśmy im całkowicie. Dziękuję wszystkim braciom i siostrom ze wspólnoty za pracę, jaką wykonali opiekując się nimi najpierw w grupach dziecięcych, a później młodzieżowych. Teraz przyszedł czas, że synowie założyli swoje rodziny, a my zostaliśmy sami z mężem. To, co zbudowaliśmy w naszym małżeństwie trwa nadal, a nawet się umacnia, bo jesteśmy już tylko dla siebie. Wielką prace wykonał Bóg w naszym małżeństwie. Chwała Mu za to.

Teresa