logowanie | rejestracja

Trzy tygodnie po śmierci mojego męża pojechałam na rekolekcje letnie w Ustroniu i usłyszałam… (Lucyna)

Trzy tygodnie po śmierci mojego męża pojechałam na rekolekcje letnie w Ustroniu i usłyszałam… (Lucyna)

Trzy tygodnie po śmierci mojego męża pojechałam na rekolekcje letnie w Ustroniu i usłyszałam tam, że „nadzieja to jest łaska u Boga i sięga tam gdzie my nie widzimy, a zaczyna się od wiary”.

Ja wciąż ufałam Panu i byłam mu wierna, ale ból i smutek, w którym byłam pogrążona nie pozwalał mi wybiegać w przyszłość, nawet tą najbliższą, bo wiedziałam, że już nic nie będzie tak jak dawniej. Dla mnie świat się zatrzymał. Ale moja obecność na rekolekcjach czemuś służyła, o czym przekonałam się znacznie później. Swoją nadzieję w tamtym czasie zobaczyłam tylko w Bogu i uchwyciłam się jej. Wszystko inne nie miało znaczenia, nawet ludzie, których przecież kochałam. Bóg wtedy poprzez konferencje, grupy dzielenia i modlitwę osobistą roztoczył przede mną niesamowitą przestrzeń nadziei. Stała się ona kotwicą mojej duszy. Zobaczyłam w swoim życiu nowe terytorium, do objęcia którego powołuje mnie Bóg.

Otrzymałam wówczas propozycję nowej służby, której się bałam i obawiałam, czy podołam. Chciałam być jak Kaleb i podjąć to wyzwanie z odwagą, ale w przemyśleniach pojawiały się różne wątpliwości. Pośród tego cierpienia zobaczyłam dla mnie światło, bardzo konkretne i to była Nadzieja. Miałam już cel.   Każdego następnego dnia na tych rekolekcjach czyniłam nową przestrzeń dla Boga. Tylko On był moją Nadzieją. Uchwyciłam się jej robiąc pierwszy krok i kontynuowałam marsz w kolejnych dniach, mimo że droga wydawała się ciemna i straszna. Uczenie się, by kroczyć samotnie, szczególnie po wieloletnim małżeństwie i zażyłym partnerstwie nie było łatwym zadaniem. Miałam ochotę poddać się, a nie stawać twarzą w twarz z bólem. Ta droga jest naznaczona trudem i wyzwaniami. Bóg prowadził mnie podczas tej żałoby, bo zobaczyłam dzięki Jego Łasce nowe terytorium. Dzięki Panu Jezusowi nie popadłam w smutek i rozpacz. Jeszcze mocniej przylgnęłam do Niego. On jest moim pokojem i radością. Uczy mnie jak być posłuszną Jego woli. Pomaga rozwiązywać codzienne problemy.

Towarzyszą mi cały czas słowa z Psalmu 45 „Pan jest blisko tych wszystkich, co wzywają Go, wszystkich wzywających Go szczerze. Spełnia wolę tych, którzy się Go boją, usłyszy ich wołanie i przyjdzie im z pomocą”.

Moje oczy są wpatrzone w cel. Mogę każdego dnia stawać przed Panem i rozpoznawać Jego plan dla mojego życia. Niektóre terytoria rozpoznałam i zostawiłam za sobą, inne odkrywam konsekwentnie podążając za Bogiem.  Ty Panie „nasycasz moje dni dobrami”, dajesz siłę i pocieszenie i chcesz bym była świadkiem w ciemności. Niech wypełnia się Twoja wola w moim życiu.

Chwała Panu!

~Lucyna