logowanie | rejestracja

Usłyszałem: „Jeśli mu nie wybaczysz nie znajdziesz nowej pracy” (Zbyszek)

Usłyszałem: „Jeśli mu nie wybaczysz nie znajdziesz nowej pracy” (Zbyszek)

Mam 52 lat, żonę i czwórkę dzieci. Od kiedy skończyłem studia pracowałem w 7 różnych firmach, zmieniając pracę zawsze na lepszą i na wyższe stanowisko, od handlowca przez kierownika, dyrektora aż do prezesa zarządu.

Historia, którą chcę opisać wydarzyła się wiosną 2012 roku w okresie Wielkiego Postu. Od roku miałem pracę, która sama w cudowny sposób mnie znalazła i byłem świadomy Bożego działania w tej sprawie. Bardzo ją lubiłem i uważałem ja za Boży dar. Lecz po 9 miesiącach znów niespodziewanie zostałem zwolniony. To było drugi raz w krótkim czasie, więc czułem, że tym razem to będzie czas próby…

Miałem dużo czasu, więc chodziłem prawie codziennie na Mszę Świętą i szukałem nowej pracy. Miałem tymczasową pracę na pół etatu, ale szukałem czegoś na stałe. Praca jednak się nie pojawiała. Pół roku bez pracy dla mnie jako ojca dużej rodziny było szczególnie trudnym doświadczeniem…

W okresie wielkiego postu postanowiłem pościć w tej sprawie w środy i w piątki o chlebie i wodzie. Sięgnąłem wtedy po książkę Billa Hybelsa „Potęga Bożego szeptu” i przeczytałem tam szczególne słowa (a właściwie chyba usłyszałem od Boga, bo nigdzie nie mogę tych słów znaleźć): „Jeśli mu nie wybaczysz, nie znajdziesz nowej pracy”. Zastanawiałem się, komu właściwie mam wybaczyć? Mojemu byłemu szefowi? Czy raczej osobie, która mnie zastąpiła i „pomogła” mi stracić pracę? Nazwijmy go Jan. Zależało mi na znalezieniu pracy, wiec szybko rzuciłem: „Wybaczam Ci”. Jednak na drugi dzień uświadomiłem sobie, że wcale nie wybaczyłem, wyobraziłem sobie naszym ewentualne spotkanie i moja wyobraźnia wcale nie przedstawiła podania sobie dłoni, lecz kłótnię zakończoną prawdziwą walką łącznie z rozlewem krwi. W końcu należało mu się! Wtedy zrozumiałem, że faktycznie jest osobą, której naprawdę nienawidzę i której źle życzę. To był proces trwający tydzień, może dwa, nie miałem dużo zajęć, więc rozmyślałem o tym, chodziłem codziennie na Mszę Świętą, pościłem. W końcu postanowiłem, że muszę coś z tym zrobić – muszę się z nim spotkać i porozmawiać, powiedzieć, że nie mam żalu, że wybaczam… Sam nie do końca byłem pewien, czy tak powinienem zrobić (przecież moje poczucie sprawiedliwości podpowiadało mi, że należy mu się kara), ale w końcu wysłałem mu maila z zaproszeniem na kawę. Czekałem na odpowiedź, ale ona nie przychodziła i trochę się nawet z tego cieszyłem, bo strach mnie ogarniał na myśl o spotkaniu… Minął jakiś czas i pomyślałem, że trzeba zrobić kolejny krok, tym razem napisałem mu smsa, znów z wyjaśnieniem i zaproszeniem na spotkanie. Czekałem na odpowiedź, ale już bardziej spokojny. Odpowiedź nigdy nie przyszła. Pomimo braku spotkania coś we mnie się zmieniło, nie wiem czy już wtedy wybaczyłem, ale na pewno byłem na drodze do przebaczenia.

W ostatni dzień mojego postu, w Wielki Piątek zadzwonił mój znajomy z propozycją pracy i już po kilku godzinach zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną, a po tygodniu rozpocząłem pracę w nowej firmie.

Po kilku miesiącach pracy postanowiłem dokończyć moje pojednanie z Janem. Trochę podstępnie umówiłem się z nim na spotkanie biznesowe, a pod koniec spotkania, gdy zostaliśmy sami, powiedziałem to, o czym myślałem od kilku miesięcy: „nie mam żalu do Ciebie z powodu tego, co zrobiłeś”.

Co za radość być pojednanym!!!

Mt 5,20-26 A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: „raka”, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!

~Zbyszek