logowanie | rejestracja

Widziałem prawdziwą Ewangelię dziejącą się współcześnie i wiele Bożych cudów – „normalnych cudów” (Andrzej)

Widziałem prawdziwą Ewangelię dziejącą się współcześnie i wiele Bożych cudów – „normalnych cudów” (Andrzej)

Cześć! Mam na imię Andrzej. Mam 56 lata. Od dzieciństwa byłem praktykującym katolikiem, według mojej subiektywnej oceny, nawet w miarę gorliwym. Kiedy miałem 25 lat za namową kolegi, też Andrzeja, oddałem życie Jezusowi. Kiedy w obecności kolegi powtarzałem słowa modlitwy „oddania życia Jezusowi”, nie zdawałem sobie sprawy z duchowych następstw tego kroku. Wszedłem w nowy duchowy wymiar życia, o jakim do tej pory nie miałem pojęcia, a przynajmniej nie uważałem takiego życia za dostępne dla mnie. To było jak przejście przez jakąś zasłonę do nowego, ciekawego i obfitego życia, pełnego Boga. Przez blisko 30 lat byłem świadkiem działania Boga w życiu zwykłych ludzi. Widziałem prawdziwą Ewangelię dziejącą się współcześnie i wiele Bożych cudów – „normalnych cudów” jak je kiedyś nazwał mój kilkuletni syn. O jednym z takich „normalnych cudów” chcę teraz opowiedzieć.

To było w Łodzi, na lotnisku Lublinek, chyba w połowie lat 90-tych. Stałem w ogromnym tłumie modlących się ludzi, ok. 120 tys. osób z całej Polski. Przede mną siedział na wózku inwalidzkim młody mężczyzna, jego nogi były bezwładne. Obok niego cały czas stała młoda kobieta, która pchała go z na tym wózku. Mijały kolejne godziny wspólnych modlitw, nabożeństw, śpiewów. Po Mszy Świętej przyszedł czas na wspólną modlitwę o uzdrowienie. Kiedy tak wszyscy gorąco prosili Boga o zdrowie, człowiek na wózku zaczął się wiercić, rozglądać dokoła, a jego spojrzenie wyglądało tak, jakby pytał ludzi wokół niego o zgodę na to, czy może wstać? Widząc to jedna z kobiet stojących w pobliżu odezwała się do niego: jeśli Pan czuje, że Bóg Pana uzdrawia, to proszę wstać! Zachęcony tym zdaniem zaczął się nieśmiało podnosić, aż wstał i zaczął wolno iść. Pierwsze kroki były niepewne, jakby nie wiedział, czy rzeczywiście ma prawo chodzić, ale z każdą chwilą było coraz lepiej. W pewnym oddaleniu, przed nami, na scenie kolejne osoby z radością opowiadały o tym, jak właśnie zostały uzdrowione. Przez głośniki płynęły zachęty kierowane do osób uzdrowionych, aby przyjść na scenę i publicznie dać świadectwo swojego uzdrowienia. Poszedł również ów mężczyzna. Nie było go dłuższy czas, ale na scenie się nie pojawiał. W końcu wrócił i powiedział, że ze względu na tłum nie doszedł do sceny.

Po powrocie do domu opowiadałem żonie o tym zdarzeniu, a przysłuchiwał się temu nasz kilkuletni syn, który skwitował moją opowieść stwierdzeniem: „normalny cud”.

Dwa dni temu odebrałem niezwykły telefon, to było całkowite zaskoczenie. Zadzwonił do mnie dobrze znajomy mi człowiek, Marek, tylko po to, żeby powiedzieć mi, że właśnie mija 25 lat od dnia, w którym zachęciłem go do oddania życia Jezusowi i chce mi za to podziękować. Nie wiedziałem, co powiedzieć, nie spodziewałem się czegoś takiego, zamurowało mnie. Kiedy po skończonej rozmowie nieco ochłonąłem, przypomniałem sobie różne wydarzenia z życia Marka i jego rodziny i wtedy zrozumiałem jego wdzięczność – dzięki mojej zachęcie on i jego najbliżsi też stali się świadkami ”normalnych cudów”.

~Andrzej