logowanie | rejestracja

ŚWIADECTWA

http://oceanadesigns.net/wp-json/oembed/1.0/embed?url=http://oceanadesigns.net/envira/astrix/ click Świadectwa po rekolekcjach „Spotkania Małżeńskie” trzech małżeństw z naszej wspólnoty.

http://steps2stardom.com.au/uncategorized/bitcoin-payment-is-accepted-ilosone-estolato-de-eritromicina/ Mniej więcej od roku było wiadomo, że pojedziemy na rekolekcje „Spotkania Małżeńskie”. Ale nigdy nie było konkretnego terminu. Jakoś się „nie składało”. W końcu kto inny za nas zadecydował – „My jedziemy, was też zapisuję”. Pomimo, że od tak dawna decyzja była podjęta to i tak był niepokój. Przede wszystkim ten dialog. Czyli trzeba będzie rozmawiać, znowu rozmawiać, ech. A niestety, jak się zacznie rozmawiać, to nie wiadomo do jakich tematów się dojdzie. Przecież wiadomo, że są takie tematy, które nie są miłe i lepiej do nich nie wracać. Poza tym wiem co mam za uszami. Kiedyś może nawet rozmawialiśmy na te tematy, ale nie skończyło się to dobrze. Albo nie rozmawialiśmy i wisi to między nami, uśpione. Przeczuwam, że lepiej tego nie ruszać. Co z tego, że po rozmowie może być lepiej, ale może też być i gorzej! Przeważnie bywało gorzej. A tak, jest jak jest. Raz lepiej, raz gorzej. Jakoś. Szału nie ma, ale już do tego coraz częściej przywykamy.

Ale trudno, jedziemy, nie ma odwrotu. To znaczy byłby, ale nie chcę. Wiem, że chcę dobra dla nas. Wiem, że kocham żonę, jakoś, po swojemu. Decyduję, że jadę z pełną otwartością. Nie wiem jak to będzie wyglądało, ale będę robił co będzie trzeba. Bez podejrzliwości, bez krytykowania tego co mi się proponuje, bez dziwienia się wszystkiemu, bez narzekania, bez wymądrzania się, bo wiem lepiej, bo byłem na niejednych rekolekcjach. Będę robił co mi każą. Szczerze i bez udawania. Nie chcę udawać. To nic nie da. Jeśli coś ma się zmienić, to muszę się zaangażować, chcę się zaangażować. Jeśli to ma być jakaś gra z mojej strony, jakieś prężenie muskułów, jakieś udawanie nie wiadomo przed kim (przed innymi, przed prowadzącymi, przed żoną, przed sobą?), to szkoda czasu. To byłaby krzywda dla mojej żony, a tego na pewno nie chcę. Zobaczymy jak będzie.

Pierwszy dialog. Kompletne zaskoczenie. Nie zaczyna się od tematów, których się obawiałem. Drugi dialog. Szok. Dobre, kochające słowa od mojej żony zamiast wywlekania brudów. Ja też mówię z głębi serca. Otwartość, szczerość wcale tak nie boli, jest łatwiejsza niż mi się wydawało. Łatwiej jest mówić prawdę niż owijać w bawełnę, upiększać. Warto było się odsłonić. Trzymanie się podanych zasad, prostych do bólu, daje bezpieczeństwo, przestrzeń do dialogu. Dziwne, że to w ogóle możliwe, ale działa. I ni stąd ni zowąd wzruszenie, wstyd, chłop, a się rozkleił, nie lubię tego. Ale już mi wszystko jedno. Ważniejsze, że dzieje się coś dobrego.

Jest msza święta. W większości nie znamy się między uczestnikami, a jest poczucie wspólnoty. W bezradności można przyjść do Boga. Okazuje się, że On czekał. I przez całe te rekolekcje przecież On jest. W posiłkach, w spacerze, w innych. Nie wiem czy inni to widzą w nas, ale ja widzę jak Bóg działa w innych. I niech działa!

Kończą się rekolekcje. Coś się miedzy nami zmieniło, na lepsze. Jakoś bliżej nam do siebie. Jakoś spokojniej. Są rozbudzone nadzieje, ale wiadomo, będzie proza życia. Jest dobra wola, ale i wątpliwości – ile już było dobrych zamiarów, dobrych postanowień? Nic nie postanawiam. Nie lubię sam siebie okłamywać, nie lubię hura optymizmu, słomianego zapału. Nie lubię rozczarowań. Mijają godziny, dni tygodnie, miesiące, a to co się zmieniło nie znika. Dlaczego? Nie wiem. Chcemy rozmawiać. Łatwo teraz odwołać się do tego co przeżyliśmy razem i szybko wraca pragnienie jedności i dobra. Łaska Boża.

Warto było zaryzykować.


Wiele dobrego słyszeliśmy o wyjeździe weekendowym pod hasłem „ Spotkania Małżeńskie

Słyszałam, że małżeństwa wracają przemienione z tego wyjazdu. Zachętą było dla mnie to, że wiedziałam, że większość czasu spędza się w parze z własnym mężem. Żyjąc w ciągłym pędzie zawsze brakuje czasu na budowanie i wzmacnianie relacji z współmałżonkiem. Pomyślałam sobie, że nawet jeśli nic nie skorzystamy to po pierwsze spędzimy razem weekend w pięknej okolicy po drugie będę się modlić za osoby w nim uczestniczące.

Szybko przekonałam się, że jestem tam żeby przyjrzeć się bliżej swojemu małżeństwu. Zobaczyłam,  że są tematy, które przez wiele lat naszego małżeństwa omijaliśmy z daleka wiedząc, że dotykanie ich sprawia przykrość drugiej stronie, więc na wszelki wypadek, żeby nie wzniecać kłótni nie zbliżaliśmy się do nich – (taki trup zamknięty na strychu, przysypany rupieciami, żeby tylko nie wylazł i nie przypomniał, że tam jest). Z każdą godziną okazywało się jak wiele można jeszcze zmienić i poprawić w naszej relacji.

Nauczyłam się rozmawiać z moim mężem o trudnych rzeczach – chociaż wydawało mi się , że po tylu latach już doskonale sobie z tym radzimy.

Bardzo budujące było dla mnie świadectwo pary, która od dwóch miesięcy w ogóle z sobą nie rozmawiała- to co usłyszeliśmy od nich potwierdza, że Panu Bogu bardzo zależy na małżeństwach, że ratuje i potrafi wyprowadzić nawet z najgorszej sytuacji jeśli tylko mu na to pozwolimy.

Na koniec dodam, że podczas tego weekendu nie ma obowiązku mówienia publicznie o swoich sprawach,  najważniejsze, żeby rozmawiać ze współmałżonkiem. Wspomniana wcześniej para sama się podzieliła –  domyślam się , że to co wydarzyło się w nich było dla nich samych wielkim zaskoczeniem i chcieli o tym powiedzieć.

Zachęcam, żeby pojechać i zrobić coś konstruktywnego dla swojego małżeństwa – nawet jeśli wydaje Ci się, że u Ciebie jest OK.


Byliśmy w listopadzie na wyjazdowych rekolekcjach „Spotkania Małżeńskie” w Rychwałdzie.

Co nas do tego skłoniło? Dwie przyczyny:

  • zewnętrzna; tzn. zachęta ze strony wspólnoty (w końcu mówi się o tym już od dłuższego czasu)
  • wewnętrzna; pragnienie zainwestowania w naszą wzajemną relację (chociaż uważamy się raczej za zgodne, udane małżeństwo)

Jaka była cena tej „imprezy”?

  • poświecony jeden wolny weekend, co przy naszym pośpiesznym trybie życia, było całkiem sporą ofiarą
  • 350 złotych polskich, która to kwota dzięki decyzji koordynatorów została (dla wszystkich wybierających się na takie rekolekcje !) dofinansowana w 50%.

A jakie są efekty rekolekcji?

Z pewnością ożywił się nasz małżeński dialog. Nietypowe, prowokujące ale proste i skuteczne metody jakie są zalecane przez prowadzących owocują wyczuleniem na słuchanie małżonka, owocują troską o zrozumienie jej(jego) intencji, czy wreszcie troską o wzajemne wybaczanie. Wszystko to dało nam nowy impuls, jak to się mówi powiew świeżości.

No i jeszcze spora porcja wzruszeń( nawet dla faceta). Niezależnie od naszego nowego, osobistego doświadczenia, budujące było zobaczenie uzdrawiającego Bożego działania w innych małżeństwach, które mają zdecydowanie „pod górkę”.

Tak, czy inaczej zdecydowanie polecamy te rekolekcje każdemu małżeństwu niezależnie od jego stażu i jego aktualnej kondycji.